niedziela, 5 maja 2013

Rowerowa niedziela



Dzisiejsza trasa rowerowa z Natolina to Most Siekierkowski, przeprawa mostem na praski brzeg, później prosto do Mostu Poniatowskiego aż do przystanku promu i z powrotem do domu. Pogoda była cudowna, zmęczyłam się strasznie (brak kondycji!) i nawet udało mi się strzelić kilka zdjęć. Dotrzymywanie postanowień noworocznych idzie mi słabo, bo Projekt 52, czyli zamiar publikowania przynajmniej jednej notki na blogu w tygodniu, jak na razie nie ma się najlepiej. Nie oznacza to, że nie robię ostatnio zdjęć, tu się nic nie zmieniło, mam jednak trochę mniej czasu na ich publikowanie - siedzą sobie na dysku i czekają na lepsze czasy... Ostatnio pochłaniają mnie przygotowania ślubne, nie zamieniłam się jeszcze w bridezillę ale coś mi się zdaje, że to tylko kwestia czasu:)

Our bike route today - from Natolin, where we live, to Siekierkowski bridge, than to the other side, along the river to the Poniatowski bridge, ferry to the other side and back home. The weather was wonderful, I got extremely tired (no shape after winter!) and I even managed to take w few snapshots! Keeping new year resolutions is beaing tough, I almost resigned from the 52 Project - which doesn't mean that I don't take pictures anymore - I do! However there were so little time to publish them lately. Wedding preparations keep me involved and I'm close to turning into a true bridezilla:)


























17 komentarzy:

  1. Ja bym tej łajby promem nie nazwał, bo już tym cudakiem płynąłem (niestety). :D :P :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Technicznie rzecz ujmując jest to prom, faktycznie - malutka łódeczka:) Ale mnie się podobało!

      Usuń
  2. przygotowania ślubne tłumaczą wszystko ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Brak kondycji i mi się ostatnio daje we znaki na wyprawach rowerowych, ale może z czasem będzie lepiej, hihi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więcej roweru = lepsza kondycja:) Trzeba się tylko przemóc...

      Usuń
  4. Będzie lepiej. I z rowerkiem, i z przygotowaniami. W końcu przecież się skończą i będzie już po :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Acha, jeszcze cztery miesiące tej kołomyi;)

      Usuń
  5. Też swego czasu, gdy mieszkałam w Warszawie jeździłam na rowerze po tych okolicach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że się wtedy nie znałyśmy, robiłybyśmy wspólne fotografczno - rowerowe wyprawy!

      Usuń
  6. zdjęcia super, nie ma to jak ładna pogoda i rower :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Ładne migawki :-)
    Co do przygotowań to znam ten ból... :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nareszcie pogoda przypomina to, co powinna o tej porze przypominać.

    OdpowiedzUsuń
  9. mając takie wydarzenie tuż tuż trudno blogować systematycznie ;)
    cudownie u Ciebie kwitnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. i romantycznie, i industrialnie :)

    OdpowiedzUsuń