poniedziałek, 12 września 2011

dzień na różowym piasku



W miejscu, gdzie Morze Kreteńskie łączy się z Morzem Libijskim, na południowo-zachodnim krańcu Krety leży mała wysepka - Elafoisi. Można się na nią dostać pieszo, przez otaczającą wyspę płytką lagunę. Spędziliśmy tam cudowny, długi dzień, leniuchując, pływając, snorkellingując (jest w ogóle takie słowo?) i próbując się schronić przed słońcem, które poprzedniego dnia potraktowało nas nieco za ostro;).



Jeszcze nigdy nie widziałam tak przejrzystej, krystalicznie czystej morskiej wody. Wspaniale się w niej pływało i nurkowało.










Na szczycie wyspy znajduje się mała kapliczka, dzwonnica i punkt widokowy, z którego można zobaczyć dwa morza - Kreteńskie po lewej i Libijskie po prawej.
Całą wyspę porastają dziwne, wysokie, suche krzaki kwitnące na fioletowo.












A piasek... naprawdę jest różowy! Podobno to pokruszone muszelki...

czwartek, 8 września 2011

w górach



Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy choć jednego dnia naszych wakacji nie spędzili w górach! Podczas pobytu na Krecie wybraliśmy się więc wgłąb wyspy, żeby przejść najdłuższym wąwozem Europy - wąwozem Samaria
Wąwóz położony jest w południowo-zachodniej części Krety w paśmie Gór Białych. Ta 16 kilometrowa trasa zaczyna się wysoko w górach a kończy na poziomie morza w miejscowości Ajia Rumeli.



16 kilometrów w nieziemskim upale oznacza, że lepiej dobrze się zastanowić, czy na pewno mamy siłę przebycie takiej trasy. Wąwóz jest bardzo wąski, co uniemożliwia lądowanie helikoptera z ratownikami, więc w razie wypadku, udaru lub problemów z sercem pozostaje transport... na osiołku. Koszt - około 50 euro!

Nocowanie na terenie Wąwozu jest zabronione, bilety wstępu są więc sprawdzane dwa razy: pierwszy raz przy wejściu, drugi zaś przy wyjściu – w ten sposób strażnicy kontrolują, czy nikt nie pozostał na szlaku.

Pierwsza część Samarii przypomina trochę tatrzańską dolinę - malownicza, szeroka trasa w lesie, w oddali górskie szczyty... byliśmy troszkę rozczarowani, bo spodziewaliśmy się wąwozu o stromych ścianach wznoszących się nad naszymi głowami. Nie wiedzieliśmy jednak, co czeka nas w dalszej części naszej drogi..




Zaraz na początku wędrówki napotkaliśmy takie oto "skalne miasto". Też dołożyliśmy kamyczek!







O tej porze roku w górach było bardzo sucho, toteż na trasie można było spotkać kozice kri-kri, które zupełnie nie bały się turystów i bezczelnie domagały się smakołyków z okolicznych drzew. Tą karmiliśmy liśćmi figowca.



Mniej więcej w połowie wąwozu znajdują się malownicze ruiny opuszczonej wioski. Zrobiliśmy sobie mały piknik w gaju oliwnym szykując się na dalszą część wędrówki.



Po wyjściu z wioski czekał na nas niesamowity widok - górski kanion o ścianach wznoszących się kilkaset metrów w górę! Ta takie właśnie widoki czekaliśmy, ale rzeczywistość przerosła nasze oczekiwania. Kanion jest korytem rzeki, która płynie tędy w porze deszczowej - zimą i na wiosnę.




Kanion chwilami robił się bardzo wąski - najwęższy przesmyk zwany Żelaznymi Wrotami ma tylko 3 metry szerokości!



Wewnątrz wąwozu za każdym zakrętem czekały na nas niesamowite widoki. Widzicie te maleńkie sylwetki na dole kadru? To pokazuje ogrom kanionu...










Patrząc na niesamowite warstwy skalne miałam wrażenie, że zaglądam wgłąb Ziemi!





Całodzienna wędrówka zakończyła się podróżą promem, ponieważ z miejscowości Ajia Rumeli, która znajduje się u wylotu wąwozu, nie można się wydostać w żaden inny sposób - żadna droga nie łączy jej z pozostałą częścią wyspy. W końcu można było usiąść i odpocząć... :)

wtorek, 6 września 2011

Błękitne Santorini



Grecja, taka z pocztówek, jest biało - niebieska. Grecja naprawdę okazała się być piaskowo - beżowo - złocista. Charakterystyczne bielone wapnem budynki z błękitnymi okiennicami odnaleźliśmy za to na Santorini, w miasteczkach Oia i Fira. Byliście kiedyś w wiosce jak z bajki? Taka właśnie jest Oia...




Facet, z którym lubię podróżować:)







Biel i błękit były tego dnia obecne na każdym kroku. Czerwony hibiskus to tylko kolorystyczny wyjątek.





Kiedy coś ważnego dzieje się w życiu Santoryńczyków, wówczas fundują kościół. Albo przynajmniej kapliczkę... Na tej maleńkiej wyspie jest ich kilkaset! Większość oczywiście z błękitnymi kopułami...







Kot też się wyłamał kolorystycznie, do kompletu powinien być cały biały!



Dokąd prowadzi furtka?





To się nazywa taras z widokiem...;)





Geologicznie Santorini i otaczające ją wysepki są pozostałościami po ogromnym wulkanie Thera. Jego wybuch ok. 1600 r. p.n.e. był podobno największą katastrofą naturalną w dziejach tego rejonu świata. Po wybuchu wulkan zapadł się ok. 300-400 m pod powierzchnię poziomu morza, tworząc kalderę (wewnętrzna laguna) otoczoną wyspami, będącymi pozostałościami po szczycie krateru. Na poniższym zdjęciu na horyzoncie widać inne wyspy tworzące archipelag.





Na Santorini spędziliśmy tylko jeden dzień, dopłynęliśmy tam z Krety wodolotem. Wyprawa zajęła nam cały dzień i był to na pewno jeden z najpiękniejszych dni w czasie naszego wyjazdu.

niedziela, 21 sierpnia 2011

wielki błękit



...czyli gdzie byłam, jak mnie nie było...



Nie, nie siedziałam od maja w Grecji (chociaż bardzo bym chciała...), nie, nie ukradli mnie ani nie przepiłam aparatu (co sugerował Marcin w ostatnim komentarzu do mojego poprzedniego posta), po prostu czasowo porzuciłam bloga i nie wiem, czy nie porzucę go na stałe. Od lat mam konto na flickrze i przyzwyczaiłam się do jego formuły, jestem tam zdecydowani częściej, niż na blogu - widocznie po prostu nie jestem typem blogera... Dodatkowo ostatnio próbuję troszkę wrócić do tradycyjnych technik (czarno-biała klisza, chemia, ciemnia w łazience - te sprawy) co jest średnio przekładalne na bloga (może kiedyś jakiś skan?).

Mój aparat cyfrowy jest już coraz starszy i coraz bardziej zawodny, na szczęście na wakacyjny wyjazd mój tata pożyczył mi swój. Poniżej znajdziecie kilka zdjęć z naszego wypadu na Kretę.
Kreta jest cudowna i prze-fotogeniczna, mam jakieś tysiące zdjęć, chyba nawet jeszcze wszystkich nie obejrzałam. Poniższe zostały zrobione pierwszego dnia pobytu na wyspie, kiedy to wybraliśmy się na wycieczkę do najbliższego okolicznego miasta - Rethymnonu. Zwiedzaliśmy twierdzę wenecką, cudne stare miasto i port. Morze, słońce, ciepła woda, pyszne świeże owoce, kawa mrożona i greckie wino - żyć nie umierać.












edited: nie, Szymek nie posiada i nie nosi na co dzień torby w różowe ciapki. jest moja, tylko ciężka była:)