
Grecja, taka z pocztówek, jest biało - niebieska. Grecja naprawdę okazała się być piaskowo - beżowo - złocista. Charakterystyczne bielone wapnem budynki z błękitnymi okiennicami odnaleźliśmy za to na Santorini, w miasteczkach Oia i Fira. Byliście kiedyś w wiosce jak z bajki? Taka właśnie jest Oia...

Facet, z którym lubię podróżować:)


Biel i błękit były tego dnia obecne na każdym kroku. Czerwony hibiskus to tylko kolorystyczny wyjątek.


Kiedy coś ważnego dzieje się w życiu Santoryńczyków, wówczas fundują kościół. Albo przynajmniej kapliczkę... Na tej maleńkiej wyspie jest ich kilkaset! Większość oczywiście z błękitnymi kopułami...




Kot też się wyłamał kolorystycznie, do kompletu powinien być cały biały!

Dokąd prowadzi furtka?


To się nazywa taras z widokiem...;)



Geologicznie Santorini i otaczające ją wysepki są pozostałościami po ogromnym wulkanie Thera. Jego wybuch ok. 1600 r. p.n.e. był podobno największą katastrofą naturalną w dziejach tego rejonu świata. Po wybuchu wulkan zapadł się ok. 300-400 m pod powierzchnię poziomu morza, tworząc kalderę (wewnętrzna laguna) otoczoną wyspami, będącymi pozostałościami po szczycie krateru. Na poniższym zdjęciu na horyzoncie widać inne wyspy tworzące archipelag.


Na Santorini spędziliśmy tylko jeden dzień, dopłynęliśmy tam z Krety wodolotem. Wyprawa zajęła nam cały dzień i był to na pewno jeden z najpiękniejszych dni w czasie naszego wyjazdu.







































