wtorek, 6 września 2011

Błękitne Santorini



Grecja, taka z pocztówek, jest biało - niebieska. Grecja naprawdę okazała się być piaskowo - beżowo - złocista. Charakterystyczne bielone wapnem budynki z błękitnymi okiennicami odnaleźliśmy za to na Santorini, w miasteczkach Oia i Fira. Byliście kiedyś w wiosce jak z bajki? Taka właśnie jest Oia...




Facet, z którym lubię podróżować:)







Biel i błękit były tego dnia obecne na każdym kroku. Czerwony hibiskus to tylko kolorystyczny wyjątek.





Kiedy coś ważnego dzieje się w życiu Santoryńczyków, wówczas fundują kościół. Albo przynajmniej kapliczkę... Na tej maleńkiej wyspie jest ich kilkaset! Większość oczywiście z błękitnymi kopułami...







Kot też się wyłamał kolorystycznie, do kompletu powinien być cały biały!



Dokąd prowadzi furtka?





To się nazywa taras z widokiem...;)





Geologicznie Santorini i otaczające ją wysepki są pozostałościami po ogromnym wulkanie Thera. Jego wybuch ok. 1600 r. p.n.e. był podobno największą katastrofą naturalną w dziejach tego rejonu świata. Po wybuchu wulkan zapadł się ok. 300-400 m pod powierzchnię poziomu morza, tworząc kalderę (wewnętrzna laguna) otoczoną wyspami, będącymi pozostałościami po szczycie krateru. Na poniższym zdjęciu na horyzoncie widać inne wyspy tworzące archipelag.





Na Santorini spędziliśmy tylko jeden dzień, dopłynęliśmy tam z Krety wodolotem. Wyprawa zajęła nam cały dzień i był to na pewno jeden z najpiękniejszych dni w czasie naszego wyjazdu.

niedziela, 21 sierpnia 2011

wielki błękit



...czyli gdzie byłam, jak mnie nie było...



Nie, nie siedziałam od maja w Grecji (chociaż bardzo bym chciała...), nie, nie ukradli mnie ani nie przepiłam aparatu (co sugerował Marcin w ostatnim komentarzu do mojego poprzedniego posta), po prostu czasowo porzuciłam bloga i nie wiem, czy nie porzucę go na stałe. Od lat mam konto na flickrze i przyzwyczaiłam się do jego formuły, jestem tam zdecydowani częściej, niż na blogu - widocznie po prostu nie jestem typem blogera... Dodatkowo ostatnio próbuję troszkę wrócić do tradycyjnych technik (czarno-biała klisza, chemia, ciemnia w łazience - te sprawy) co jest średnio przekładalne na bloga (może kiedyś jakiś skan?).

Mój aparat cyfrowy jest już coraz starszy i coraz bardziej zawodny, na szczęście na wakacyjny wyjazd mój tata pożyczył mi swój. Poniżej znajdziecie kilka zdjęć z naszego wypadu na Kretę.
Kreta jest cudowna i prze-fotogeniczna, mam jakieś tysiące zdjęć, chyba nawet jeszcze wszystkich nie obejrzałam. Poniższe zostały zrobione pierwszego dnia pobytu na wyspie, kiedy to wybraliśmy się na wycieczkę do najbliższego okolicznego miasta - Rethymnonu. Zwiedzaliśmy twierdzę wenecką, cudne stare miasto i port. Morze, słońce, ciepła woda, pyszne świeże owoce, kawa mrożona i greckie wino - żyć nie umierać.












edited: nie, Szymek nie posiada i nie nosi na co dzień torby w różowe ciapki. jest moja, tylko ciężka była:)

środa, 25 maja 2011

Pierwsza Komunia Julii



Pewnej majowej niedzieli w kościele na łódzkim Julianowie do Pierwszej Komunii przystąpiła moja siostrzenica, Julia.
Miałam okazję zrobić w tym dniu kilka zdjęć - razem z moją modelką wybrałyśmy się na mini plener do ogródka a potem do Parku Julianowskiego ...
















W parku, do którego wybraliśmy się całą rodziną, spotkaliśmy sprzedawcę waty cukrowej. Niektórzy (.. niestety nie ja) powitali go z dużym entuzjazmem:)



Też lubię watę ale obawiam się, że mój aparat nie wyszedłby w najlepszym stanie ze spotkania z tą kleistą substancją. Julka nie musiała się tym zupełnie przejmować.














Koniec tego miłego dnia nasza pierwsza komunistka postanowiła uczcić łażeniem po drzewach. Co tam biała sukienka...

czwartek, 21 kwietnia 2011

niedziela, 13 marca 2011

na dalekiej północy



Na zimowy urlop zdecydowaliśmy się jechać tym razem nie na południe (tj. w góry;) ale na daleką północ, tam, gdzie, śnieg, mróz i białe niedźwiedzie. No dobrze, bez niedźwiedzi, ale ze wszelkimi innymi atrakcjami. Zimowy spacer po plaży w Świnoujściu to prawie jak arktyczna wyprawa.





Na granicy piasku i wody znajduje się gruby pas zmrożonej kry, szeroki na kilkanaście metrów, długi po horyzont. Można po nim skakać:) (skaczą Szymon i Marta)



Sporo kry pływa także w wodzie, przypomina mi to gigantycznego drinka z lodem (cóż, nie powiem, jak to o mnie świadczy...;)







Lokalna fauna chętnie pozowała do zdjęć, zarówno na ziemi...







...jak i w powietrzu...



Stado mew dosłownie wisiało nad naszymi głowami