piątek, 21 października 2011

Nadchodzi zima

Nadchodzi zima a wraz z nią zbliża się termin publikacji kolejnego, piątego tomu z cyklu Pieśni Ognia i Lodu. Już 22 listopada "A Dance with Dragons" ukaże się po polsku! Oczywiście mam już w .pdf wersję angielską, musiałam sprawdzić, co dalej z Aryą, ale nie lubię czytać z ekranu, grzecznie więc czekam na wydanie książkowe.

Dla niewtajemniczonych, Pieśń Ognia i Lodu to wielotomowa saga fantasy autorstwa Georga R. R. Martina, której pierwszy tom, "Gra o Tron" został ostatnio przerobiony przez HBO na serial. Serial, rzecz jasna, widziałam, i już w połowie pierwszego odcinka zorientowałam się, że ja to przecież znam.... "Grę o Tron" czytałam jeszcze w liceum, na bardzo nudnym obozie narciarskim - przyszła odwilż, więc z nart nici, przeczytałam wszystko, co miałam i pożyczyłam książkę od koleżanki. Później kompletnie o tym zapomniałam, aż do teraz...

Mamy już wszystkie poprzednie tomy, podobno Martin pracuje nad dwoma kolejnymi - drogi Autorze, czekamy, publikuj!

P.S. tytuł zdjęcia pochodzi oczywiście z sagi, jest mottem powieściowego rodu Starków.

niedziela, 16 października 2011

Free Form Festival



W piątek Does It Offend You, Yeah i Lamb, w sobotę Mum i The Streets, do tego drapiąca fioletowa opaska na rękę i fioletowe zdjęcia z całego weekendu. W tym roku Free Form odbywał się w Soho Factory na Pradze, koniec świata i zimno tam jak jasny piorun, ale miejsce bardzo fajne.
Mum zagrało cudownie, słyszałam ich już raz na żywo i miałam duże oczekiwania, ale się nie zawiodłam. Oczywiście jeszcze lepiej byłoby słuchać ich koncertu w nieco bardziej kameralnej atmosferze, ale jak się nie ma, co się lubi...
The Streets nie wyszło na bis i nie usłyszałam "Everything is borrowed", ale za to Mike Skinner zdjął koszulę, więc nie ma co narzekać:)





wtorek, 4 października 2011

Sesja portretowa: drugie śniadanie na trawie;)



Dzisiaj druga część sesji w parku z Zuzą w roli głównej. Zamiast drugiego śniadania były zdjęcia i bieganie boso po trawie (modelka, nie fotografka;), tym razem nie zaglądałyśmy też już do dziennika ustaw. Dla wyjaśnienia - Zuza zamierza zostać patentowaną żeglarką i uczy się do egzaminu zasad żeglugi śródlądowej (ujęte właśnie w rzeczonym dzienniku), zatem jest w tym mniej masochizmu, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać;)














niedziela, 2 października 2011

Sesja portretowa: Dziewczyna o czarnych oczach



Dzisiaj przedstawiam wam Zuzę, fantastyczną modelkę i świetną koleżankę, która była tak miła, że zgodziła się na wspólną sesję portretową. Liczę na dalszą współpracę;)
Z jednej sesji zrobiły się dwie, udało nam się zgromadzić dość dużo materiału, który postanowiłam podzielić na części. Oto odsłona pierwsza, zapraszam do oglądania.






















sobota, 1 października 2011

Polowanie na grzyby



Trzy godziny, osiem podgrzybków... tak się przedstawia efekt naszego dzisiejszego wypadu do lasu w okolicach Rembertowa. Generalnie grzyby są, widzieliśmy ich bardzo dużo, głównie w koszykach ludzi wychodzących z lasu, podczas gdy my właśnie do niego szliśmy. Pozostałe znaleziska okazały się niejadalne, ale przynajmniej zrobiliśmy im zdjęcia.
Teraz nasze siedem podgrzybków (jeden okazał się być zamieszkały) suszy się nad kuchenką i wydziela niebiańskie zapachy:)







piątek, 30 września 2011

..."mój dziad fortunę w Monte Carlo!"


Powyższy okrzyk wydał z siebie Lesio, tytułowy bohater powieści Joanny Chmielewskiej, kiedy to, przypadkiem znalazłszy się na torze wyścigów konnych na Służewcu, postanowił z hukiem i efektownie stracić resztę posiadanej przez siebie gotówki. Lesio nie był pewien, czy ów dziad fortunę wygrał, czy raczej stracił, ponadto Monte Carlo gra się raczej w ruletkę, ale Lesiowi ten drobny fakt umknął, ponieważ był kompletnie pijany. A na koniach na Służewcu dodatkowo wygrał...
Ja sama nie mam pojęcia o hazardowych skłonnościach moich przodków a na torze byłam trzeźwa jak świnia, niemniej jednak też wygrałam!



Oto zwycięski bilet, a na poniższym zdjęciu wyraźnie widać, jak koń nr 6, czyli Traviolla, w pięknym stylu wygrywa dla mnie 30 złotych w pierwszej gonitwie!





Dla ścisłości, to była już druga nasza wizyta na Służewcu, za pierwszym razem też wygrałam, ale z niezrozumiałych dla mnie samej powodów, nie wzięłam aparatu i nie mogłam tego uwiecznić.





Tym razem jednak hazard połączyłam z fotografią, czego efektem jest w sumie około 30 zł (dwie wygrane i trzy przegrane, w sumie na plus!) i poniższy fotoreportaż...










Na Służewcu, poza pięknymi końmi, podziwiać można także oryginalny budynek, w którym mieszczą się trybuny honorowe.




P.S. a już w październiku Wielka Warszawska! Wybieram się oczywiście, grać i robić zdjęcia, tym razem chyba nie obędzie się bez kapelusza, bo to ponoć najważniejsza gonitwa sezonu. Pewnie nie odważę się na to, co noszą panie w Ascot, choć kto wie...;)